Mikołaj Sęp Szarzyński
Sebastian Grabowiecki
Stanisław Grochowski
Kasper Twardowski
Hieronim Morsztyn
Szymon Zimorowic
Kasper Miaskowski
Maciej Kazimierz Sarbiewski
Daniel Naborowski
Łukasz Opaliński
Krzysztof Opaliński
Jan Andrzej Morsztyn
Zbigniew Morsztyn
Wacław Potocki
Wespazjan Kochowski
Stanisław Herakliusz Lubomirski
Józef Baka
Poeci "minorum gentium"
Samuel Twardowski
Jan Chryzostom Pasek
Jędrzej Kitowicz
Benedykt Chmielowski
Jan III Sobieski
Varia
Opracowania
Maciej Kazimierz Sarbiewski
LIRYKI
w przekładzie Elwiry Buszewicz
(wybór)
Oda I 4
Do Kryspa Lewina
Aby nie ufał zbytnio młodości
Żyj tak, by lękać się miłej młodości,
Kryspie Lewinie: prędko umykają
Chciwe miesiące i zanadto lubi
Zmieniać się niebo.
I chociaż cały będziesz świecił złotem,
Choć pas twej szaty ozdobią klejnoty,
A purpurową tkaninę na szyi
Brosza przytrzyma,
Nie darmo przecież fenicki pióropusz
Na chwiejnym hełmie drży i spaść się boi,
A złoto, którym błyszczysz, blednie z lęku,
Że ktoś je weźmie.
Co ci prawicą hojną dała chwila,
To lewą ręką ukradkiem zabierze,
Jak matka, która małe dziecko zwodzi
Niewinnym żartem.
Odmiany rzeczy, niepewne przypadki
W świecie śmiertelnych dzierżą panowanie:
Bieg życia, które uparcie ucieka,
Dąży do mety.
Z trudem po Morzu Adriatyckim płynie
Łódź, którą mokre popychają wiosła,
Choć dzielne żagle każą się prowadzić
Gwałtownym wiatrom.
Oda I 13
Do Tarkwiniusza Lawiniusa
Należy zachować równowagę ducha tak samo wśród pomyślności, jak wśród przeciwności.
Nie myśl, że jeśli słońce raz się schowa,
Nigdy znad Indii czerwonych nie wzejdzie,
Lub jeśli kogoś los wyrzuci
Z rozpędzonego wozu swego,
To już upadłych więcej nie podniesie.
Los zna się dobrze na wybornych żartach.
Nie trać nadziei, Tarkwiniuszu,
Choć dzisiaj mówią, żeś podnóżkiem
Fortuny, której proch spod stopy zmiatasz.
Gdy ona koło swe szybkie odwróci,
Ujrzysz, że z pyłu się wynurza
Jej purpurowa, lśniąca szata.
Lecz nawet wtedy wstrzymaj się od śmiechu,
Byś się igraszką nie stał złego losu,
I stroń od pychy, pamiętając,
Że los podwójną grę prowadzi.
Oda I 15
Do rycerstwa polskiego
Gdy królewicz polski Władysław, pokonawszy Osmana, sułtana tureckiego, odprowadził zwycięskie wojsko na zimową kwaterę
.
Czy uwierzycie? Ach, wierzcie, potomni,
Że Turcy, wielkim atakiem zmiażdżeni,
Ze wstydem tyły podali i pokój
Za cenę śmierci niejednej zawarli.
O, jaka trwoga przypięła do ramion
Turkom potężne skrzydła, gdy oddziały,
Które ze strachem prędko uciekały,
Straszył Władysław piorunową bronią!
Jakież mozoły dręczyły Gelonów
I srogich Getów, gdy Dunaj czerwony
Oraz Bosforu zniewolone wody
Rumieńcem wstydu całe się oblały,
Gdy w tarcze Traków na ziemi złożone
Włócznie się wbiły jak gałązki drżące,
Gdy broń ohydną rzucono w Artace
I z wież Bizancjum dała szybki koncert.
Czyśmy na próżno krwi swojej przelaniem
Kupili chwałę swą u potomności?
A może porwą was nasze przykłady
I będą wnuki podobne do dziadów,
A syn do ojca? O hańbo, o biada!
Z nieszczęsnych przodków gorsi potomkowie
Na świat przychodzą. Szkodliwa epoka
Zaszczytne męstwo i siły zubaża.
Czyż chcemy spalić herby starożytne,
Triumfalne wozy, miecze i niedawne
Łupy ze świątyń wroga odebrane,
Dawne pamiątki tesalskich potyczek?
Czemu nam nie wstyd, że w gruzy kruszymy
Święte marmury z portretami przodków
I że posągi, dość już zakurzone,
Spiżem lub woskiem głoszące ich chwałę,
W głębokiej toni wiślanej topimy?
Lecz gdy lenistwo się już nam przejadło,
To przysięgnijmy, że świetnością czynów
Marsowym bojom ojców dorównamy!
O ty, którego nad ziemie i grody,
I ludy chwała na prędkich wyniosła
Skrzydłach! Podporo i wielka ozdobo
Świata, co chyli się ku upadkowi!
Zerwij spod stropów polskich, królewiczu,
Miecze i tarcze krwi Gelonów głodne
I znów tam zawieś ten oręż straszliwy,
Kiedy się Turków hufcami nasyci.
Oda I 19
Tęsknota do niebiańskiej ojczyzny
Jakże rozpala mnie piękno ojczyzny,
Jakże rozpala płonąca czujnymi
Ogniami niebios gwiaździstych kopuła
I delikatna poświata księżyca,
I lampy w złotej przytwierdzone sieni!
O korowody nocy, o pochodnie
Wiernie wiodące swój tan nieustanny!
O piękne mojej ojczyzny oblicze,
O słodkie straże ognistego nieba!
Czemu, choć gościć mam w gwiezdnej światłości,
Czemu, ach, czemu zanadto już długo
Z dala widzicie mnie, niebios wygnańca?
Tutaj połóżcie mi siwą darninę,
Tutaj obsypcie białymi liliami
Grób mój, o słudzy świetlistego domu!
Tutaj rozrywam już ciała kajdany,
Proch mój odrzucam, dorzucam do prochu.
Tu złóżcie ciała gnuśnego powłokę.
To zaś, co ze mnie pozostało żywe,
Zabieram w górę, ku niebios bezkresom.
Oda 2, 2
Do Publiusza Memmiusza
Krótkość życia ludzkiego należy przedłużyć dobrymi czynami
.
Zima, co bielą kryje dziś doliny,
Wkrótce, gdy słońca blask przeszyje góry,
Znów je odkryje. Ale kiedy starość
Jak śnieżna zima
Na dobre szronem twą głowę przyprószy,
Już nie odejdzie. Mija prędkie lato
I jesień mija; minie czas tej wiosny,
Która się zbliża.
Lecz mróz do ciebie i twej siwej głowy
Przylgnie na zawsze, a tej przykrej barwy
Żadne olejki nigdy nie usuną
I żadne wieńce.
Jedna cię młodość nam ofiarowała,
Jedna cię starość spośród nas zabierze,
Lecz możesz wiek swój podwoić, Publiuszu,
Swą wielką sławą.
Ten długo żyje, nad czyim odejściem
Płaczą rodacy. Każdy niech dziedzicem
Uczyni sławę. Resztę porywają
Chciwe miesiące.
Oda II 3
Do swej lutni
O dźwięczna córko bukszpanowych splotów,
Na topoli wysokiej wiś, lutnio –
Powietrze teraz pogodnie się śmieje,
Lekki wiatr wiotkie listki zaczepia.
W tobie wiatr wschodni będzie sobie świstał,
Delikatnie dmuchając; tymczasem
Ja się położę na brzegu zielonym,
Dam beztrosko swej głowie odpocząć.
Ach, co za chmury tak nagle zakryły
Całą nieba pogodę, deszcz bębni!
Wstańmy – niestety, wszystko, co przyjemne,
Szybkim krokiem ucieknie i minie!
Oda II 11
Do Bogarodzicy Dziewicy
Gdy Jan Karol Chodkiewicz, wyruszając na wojnę z Osmanem, władcą Bizancjum, zbudował Jej świątynię
.
Tutaj, zastępem świętym otoczona
Królowo świata, swą gwiaździstą drogę
Skieruj co prędzej; w rydwanie obłoku,
Który skrzydlate poniosą zefiry,
Zejdź tu, bo znane Ci są święte progi,
Gdzie Cię obdarza czcią żmudzka kraina,
Tobie poświęca ołtarze i służy
Swej opiekunce, paląc Jej kadzidła.
Nie gardź prośbami wołających, Panno,
Chociaż stolica pośród gwiazd błyszczących,
Chociaż Twe trony w Loreto i Rzymie
Bardziej jaśnieją dalmackim metalem,
Chociaż mieszkaniec śnieżystej Tesalii
Darów nie skąpi ku Twojej ozdobie,
Chociaż Kolchowie podziwiają Twoje
Wyniosłe, lśniące i bogate dachy
I Ameryka, która na zachodzie
Koło słoneczne na spoczynek kładzie,
I wschodnie kraje, widzące, jak wstaje
Z łona jutrzenki, by znów ruszyć w drogę.
Widzicie? Albo mam tylko złudzenie
Widoku miłej niebianki? Już słyszę,
Jak mi się zdaje, pobożne wiwaty,
Rydwany pędzą przez błękitny bezkres;
Już się świetliste zastępy przedarły
Przez smutne dymy i kłęby ciemności,
Jaśniejąc złotem i ogniem, i swymi
Promienistymi ostrymi strzałami.
Od kół stukania już się rozżarzyły
Ogniste ścieżki w gęstych świateł łunie
I wiatry. Opór stawiały ciemności,
Aż wreszcie pękła w nich długa szczelina.
Gęste zastępy krążą na niebiosach,
Jak błędne koła śmieją się gwiazdy,
Niebo jaśnieje, a słońce strzałami
Swymi w skłębione celuje obłoki.
Słyszycie? Oto uszu mych dochodzą
Pieśni obłoków grających na lirze!
"O Triumfie!" trzykroć zawołały burze,
Trzykroć krzyknęły płynne ognie niebios.
"O Triumfie!" trzykroć echo się rozchodzi –
Trzykroć zabrzmiały żmudzińskie wąwozy,
Trzykroć doliny szeroko rozlane
I trzykroć drżące przemówiły lasy.
Oto Królowa będzie już władczynią
Na naszych ziemiach. Idźcie więc, obsypcie
Swoją Patronkę nowymi darami
I modlitwami swymi Ją uczcijcie.
Oda I 14
Do Bogarodzicy Dziewicy
Gdy poświęcony Jej okręt wyruszył do Indii
.
O Święta, morza i wiatrów władczyni,
Która znękane na głębiach okręty
Od skał oddalasz i wyrywasz z samych
Głębin otchłani,
Jeśli uśmierzasz gniew wzburzonej fali,
Tak że łagodne sny śni morska woda,
Płasko wsączając się w piasek wybrzeża,
Który jej pragnie,
To niech towary pomyślnie przywiezie
Twój okręt, który na falistych wodach
Wiosła dla Ciebie przystraja kwiatami,
Dziób liściem świeżym.
A czy dopłynie do chińskiej krainy,
czy jeszcze dalej na wschód się zapędzi,
Rozsławi imię Twoje po bajecznym
Świecie szeroko.
Oda II 18
Do Bogarodzicy Dziewicy
Pieśń na koniec wieku. Parodia z Horacego
.
Młode dziewczęta, chwalcie Królową,
Wśród gwiazd jeżdżącą wozem różanym,
Wiodącą rydwany
Latających planet.
Cieszcie Ją dźwiękiem cytry i liry,
Który powstaje w powietrzu tkniętym
Pieryjskim plektronem
Lub struną i palcem.
A wy, młodzieńcy, fletem Marsowym
Albo donośnym bębnem Ją chwalcie.
Sławcie Pannę trąbą,
Co ogłasza wojny.
A gdy Ją wasze skargi poruszą,
Przegna od granic biednej ojczyzny
Grozę i gniew możnych
Ku Medom i Getom.
Oda II 19
Ze świętej pieśni weselnej Salomona
Podobny jest mój miły sarnie i jelonkowi
Unikasz mnie, podobny do spłoszonej sarny,
Która gdy poświst wiatru z południa brzmi burzą
Albo wiatry północne gwałtownie zaryczą,
Pędzi przed siebie na oślep.
Czy to jesień przeszywa strachem drżące liście,
Gdy tylko przyjdzie, czy też Jowisz ciska gromy,
A piorunowe góry odbrzmiewają echem,
Ona wciąż z drżeniem ucieka.
Ja Ciebie jednak wcale szukać nie przestanę –
Wołać będę do Ciebie: "O Chryste, wróć do mnie!",
A gdy znowu w gwałtownym wyrwiesz się porywie,
Znowu zawołam: "Wróć do mnie!".
O, czy Cię uwięziły te zielone wzgórza
Libanu, czy czerwone betulijskie ziemie,
Jerozolimy pola bogatej i dumnej,
Czy Kafarnaum doliny,
Zechciej już niespokojnej zaniechać ucieczki,
Bo nie uciekniesz. Niebo mi Ciebie pokaże
I czuwające gwiazdy, wskaże mi Cię księżyc
Swymi złotymi rogami.
Ciebie wzgardzone brzegi głoszą swym wzdychaniem,
Tchnienie wiatru Cię niesie, gdy milczą zefiry,
Ciebie mi pokazują gwiazdy, gdy czuwają
W nocy i żywo mrugają.
Oda II 26
Do Bogarodzicy Dziewicy
Gdy Polska cierpiała wskutek wojny, głodu i niepogody
.
Królowo niebios złocistych, Maryjo,
Na wody Bugu, doliny Mazowsza
Wejrzyj łaskawie ze śnieżnej kwadrygi,
Z rydwanu chmury.
Złote Dzieciątko niechaj z Tobą śpieszy
I złotoskrzydłych aniołków zastępy,
Pokój i Dobro, i Obfitość z rogiem
Hojnie otwartym.
Oda III 2
Do Świętej Magdaleny opłakującej śmierć Chrystusa
Kiedy patrzysz, Magdaleno,
Jak Chrystusa zwisa głowa
I bezsilne już ramiona,
Miłość serce ci rozsadza.
Już nie jesteś, jaka byłaś:
Duszy brak w półmartwym ciele,
Śnieżna biel zniknęła z czoła,
A różana czerwień z twarzy.
Na policzkach brak koloru,
Są jak marmur w barwach śmierci,
A twe tchnienie tak osłabło,
Że go wcale już nie słychać.
Ale jeśli mnie posłuchasz,
To nie będziesz wiecznie płakać.
Trzeci świt przyniesie zmianę,
Radość wielką ci daruje.
Po dwóch dniach, które słońce kryją pośród cieni,
Trzeci dzień aż dwa słońca światłem rozpromieni.
Oda III 12
Do Aureliusza Fuska
Wszystkie ludzkie sprawy są chwiejne i niepewne
.
Jeśli pozory zdejmiesz z rzeczy próżnych,
Fusku, to reszta zaraz się rozpłynie
Jak śnieg wiosenny, co od ciepłych wiatrów
Stopniał i zniknął jak obłok.
Odbierz urodę męstwu – nie zachwyci.
Kusi nas pozór. A gdyby ów sławny
Parys mógł serce Heleny zobaczyć
I zgubną wróżbę dla Troi,
Nie chciałby nigdy wieźć przez morskie burze
Wśród groźnych wichrów wspaniałej zdobyczy
Z greckiego łoża skradzionej. Lecz mądrze
Ten zmienny rzeczy porządek
Ustalił Władca natury, bo ukrył
W radościach smutki, w białych rzeczach – czarne.
Kto umie poznać i wybrać, co dobre,
Jest mądry Bożą mądrością.
Oda III 15
Do pszczół Barberinich
Hymetu mieszkanki, Attyki ozdobo,
Skrzydlate, dziewicze
Córy płowej wiosny,
Roju wdzięczny, który z ziół wysączasz soki,
Mistrzynie nektaru,
Dla wsi dobroczynne!
Po cóż macie z trudem wzbijać się do lotu,
Brodzić po kolana
W ojczyźnie zielonej,
Skoro teraz, kiedy włada Barberini,
Wieki miodem płyną,
Słodkie dla was wieki?
Oda IV 6
Palinodia parodii pieśni Jana Kochanowskiego
Gdy ogłoszono odniesienie zwycięstwa nad Turkami, a niebawem hetman polny koronny Stanisław Koniecpolski rozgromił Tatarów w zwycięskiej bitwie
.
Wieczna to chwała i trwała nagroda
Twoja, Polaku. Pokój okupili
Krwią swoją Turcy, a po jednej bitwie
Azja i Libia doznały znów klęski.
W dzikiej krainie na krańcach Europy
Półksiężycowi utarliśmy rogi,
Który pod władzą swoją trzyma ziemie,
Gdzie słońce wschodzi i gdzie kończy drogę.
O, święćmy triumfy! Lechiccy wodzowie
Precz pogonili tureckie proporce;
Wojsko Turczyna uciekło daleko
I nie powróci już na polskie pola.
Część musi uznać pokojowe prawa,
Część z sojuszniczej wycofać się Dacji;
Oto proporce czarnomorskich wodzów
W polskich świątyniach błyszczą jako wota.
Lud ze śnieżnego idący Kaukazu,
Który swą siłą trwożył ziemię, morze
I świat niepewny, uprzedził swe losy,
Podając tyły w haniebnej ucieczce.
Tak cichym krokiem wilki zwyrodniałe
Po nocach krążą, do jaskiń zdążając,
Kiedy w ojczystych kryjówkach usłyszą,
Że się już zbliża myśliwych gromada.
Ileż odwagi odejmiemy teraz
Okrutnym Szwedom, którzy przerazili
Nagłym atakiem inflanckie krainy
I Rygę, którą oblegają srodze!
Lecz nie ufajmy za bardzo zwycięstwu;
Płocha Fortuna częstokroć porzuca
Swego zwycięzcę, a lekceważony
Wróg często psuje najlepsze triumfy.
Lacedemonu twierdze pogardzane
I Romulusa walecznego mury
Wciąż rosły w siłę i tak swoje rządy
Zdołały licznym narzucić narodom.
Udziela siły gniew, który się rodzi
Z bólu, gdy wzgardę okaże wróg dumny.
Gniew znają nawet bezbronne gołębie,
Mają broń swoją i jeże, i pszczoły.
Jeśli więc Turek niegodziwy, który
Dunaj w spiżowe chce okuć kajdany,
Dumny z sukcesów swojego oręża
Po spustoszeniu sianym na Podolu,
Wzgardzi lechickiej armii wielką siłą,
To mogę wieszczyć, że miecze Lechitów
Krwią swej bluźnierczej szyi zafarbuje,
Tak postanowił i los, i Nemezis.
Oda IV 10
Do Kwintusa Deliusza
Swoje życie należy kształtować, idąc nie tyle za pospolitym przykładem, ile raczej za przewodem rozumu
.
Deliuszu, jeśli za przykładem ludu
Kroczymy w życiu pospolitym torem,
Błądzimy. Cnota obrała mieszkanie
Na bardzo stromych i odległych szczytach.
Im bardziej droga utarta i znana,
Tym mniej jest pewna i zgubnie wpadamy
W spiralę błędów, gdy zamiast rozumu
Kierują nami obyczaje tłumu.
Tak od przypadku żyjąc do przypadku,
Celu nie znamy, lecz trwamy na szlaku,
Który przechodniów nogi wydeptały,
Krocząc za zgiełkiem nierozumnej rzeszy
I głosem pełnym niegodnej zawiści.
Dajemy przykład, idąc za przykładem:
Nie tylko siebie zły człowiek rujnuje,
Nikt bowiem tylko dla siebie nie żyje;
Gdy tłum za tłumem bezrozumnie goni,
Przywódcy często gubią naśladowców.
Mnie zaś szlachetny Helikon i Parnas
Wznoszą wysoko nad rzesze pospólstwa.
A stąd umysłów zaślepionych błędy
I bezmyślności opłakane skutki
Tak jak na dłoni widzę. Jakże miło
Z wysokiej góry spoglądać bez trwogi
Na zagrożenia czające się wszędzie
I wciąż się uczyć nie na swoim błędzie.
Oda IV 17
Do fiołka
Ma on co roku 1 maja wieńczyć głowę Dzieciątka Jezus
Jutrzenko wiosny i władco nowy
Punickiej łąki, proszę cię, uwieńcz
Czoło mojego Dzieciątka małego;
Po co pod ciężkim złotem i perłami,
I pod brzemieniem lśniącej purpury
Ma się tak męczyć? Oto dla Tego,
Kto w swym ubóstwie mną włada, pleć wieńce,
Splataj koronę Królowi mojemu!
Bóg małe dary często przyjmuje,
Gdy wola biednej ręki jest hojna.
Kiedy Wielkiemu mały dar składamy,
Lecz z wielkim sercem – jest mile widziany.
Oda IV 18
Do róży
Ma ona co roku 1 czerwca wieńczyć głowę Najświętszej Panny
Ty naśladujesz święte gwiazd oblicza,
Różo. Dlaczego kryjesz się tak długo?
Podnieś już głowę swoją z ziemi, córko
Ciepłego nieba.
Już się przed tobą mokre kryją chmury,
Które Zefira biały zaprzęg płoszy,
Już Boreasza łagodzą swawolnej
Bryzy powiewy.
Powstań i nawet nie pytaj się wcale,
Na czyje włosy jesteś przeznaczona;
O świeckie głowy się nie troszcz, bo jesteś
Znakiem czystości.
Przestań pospólstwa włosy koronować,
Tobie przystoją ołtarze. Rozwiane
Włosy Dziewicy falują na wietrze,
Weź je w objęcia.
Oda IX 23
Do cykady
Siedząc wśród liści na szczycie topoli,
Łzami niebieskiej rosy upojona
Cykado, samą siebie swoim głosem
I gaj milczący cieszysz.
Po długiej zimie, gdy zbyt krótkie lato
Prędko przychodzi i tak prędko mija,
Spieraj się, spieraj ze słońcem gwałtownym
Cierpliwie i stanowczo.
Gdy się nadarzy jakiś dzień wspaniały,
Mija jak wszystkie; nie ma przyjemności,
Która by trwała tyle, ile chcemy;
Ból jest przeważnie długi.
Oda IV 24
Do Najświętszej Matki Dziewicy
Polski hymn wojskowy, który napisał Święty Wojciech, arcybiskup gnieźnieński, apostoł Polaków i męczennik, i zostawił go w testamencie dla Królestwa Polskiego. Polacy śpiewają go zwykle, uformowawszy szyki, gdy mają zetrzeć się z wrogiem. Piotr Skarga, niegdyś teolog króla Polski Zygmunta III, omówił go i objaśnił w żywocie świętego Wojciecha. Autor przełożył tę polską pieśń na łacinę
.
Święta, sławiona po ziemiach szerokich,
Która w panieństwie porodziłaś Boga,
Matko-Dziewico, bez pierworodnego
Poczęta grzechu,
Dziecię, co słodko ku ludom się śmieje,
Wypuść z Twych pięknych ramion, dobra Matko,
Z rąk swych nam ześlij Dziecię, które zechce
Odkupić ludy.
Przyszedł dla naszych modłów czas stosowny,
Usłysz pokornych, naucz myśli nasze
Modlić się lepiej. Tak prosimy Syna,
Złączywszy głosy:
Daj nam uczciwe i bez skazy życie,
Daj nam szczęśliwe bez grzechu skonanie,
Chryste, a Ty nam wyjednaj, Maryjo,
Gwiaździste domy.
Każdy, kto chce być nazwany pobożnym,
Niech wierzy, że się dlań zrodził Syn Boży;
Cierpiał On liczne męki, by człowieka
Uwolnić z piekła.
On nam zapisał w wieczystym dziedzictwie
Życie, co nie zna końca. On włodarza
Krainy śmierci i nieposłuszeństwa
Okuł w kajdany.
On się odważył śmierć ponieść niewinnie,
Mając na względzie Adamową winę,
On też nie wcześniej był nam przewodnikiem
W niebieskie progi,
Póki nie powstał jako Bóg Zwycięzca
Z ciemnego grobu. I oto na wieki
Mieszkasz, Adamie, u Boga i siedzisz
Na tronie niebios.
Nas, dzieci Twoje i lud Twój, doprowadź
Na święte pola, gdzie królestwo Boże
Oblewa strumień radości i ożywczej
Rzeka miłości.
Dla nas On cierpiał srogą ranę w boku,
Ręce i nogi miał przebite krwawo.
By nas uleczyć, sączyły się z boku
Zbawienne zdroje.
Wierzmy w to zgodnie jako wiernych rzesza,
Że Chrystus krwią swą zgładził nasze winy
I że do Niego łatwy przystęp mamy
Przez zbawcze rany.
Już czas, śmiertelni, z grzechu haniebnego
Powstać. Oddajcie Wielkiemu Królowi
Serce szlachetne bez żadnej przywary
I pieśń pochwalną.
Uproś, o Panno, swą prośbą łagodną
U Twego Syna i Króla na niebie,
By zła wszelkiego chmury, burze, wiry
Nas oszczędziły.
Mieszkańcy gwiezdnej krainy, zjednajcie
Nam Króla gwiezdnej krainy. Dla mieszkańców ziemi
Otwórzcie niebo, by nam wspólnym domem
Było w przyszłości.
Niechaj tak się stanie – powtarzamy "amen"
Aż siedem razy. Ojcze, dobrym słowom
Daj dobry skutek, otwórz nam przybytek
Błogosławiony.
Za wydaniem: Maciej Kazimierz Sarbiewski,
Liryki i epody
, przełożyła Elwira Buszewicz, Academia Europaea Sarbieviana, Sarbiewo 2025.